środa, 4 czerwca 2014

Moja przygoda z kwasami: wrażenia po pierwszym peelingu


Po stosowaniu toniku z kwasem migdałowym przez około tydzień postanowiłam przygotować mój pierwszy peeling. Z przygotowaniem nie było większych problemów - wystarczyło zmieszać kwas ze spirytusem i gotowe. Jednak nie wiedziałam, że to będzie tak cholernie wydajne! Przygotowałam około 5 ml roztworu 20% i starczyło to na mnie i na moją Mamę. Moja skóra bywa zmienna - raz jest bardzo wrażliwa, a raz kompletnie nie do zajechania, więc nie chciałam na początku szaleć ze stężeniem, żeby sobie krzywdy nie porobić. Sam proces aplikacji był mało skomplikowany - na wcześniej odtłuszczoną skórę nałożyłam wacikiem kwas. Najpierw bardzo ściągnęło mi skórę, potem zaczęło delikatnie piec, ale 10 minut wytrzymałam bez problemu. Nie chciałam przesadzić. Po zmyciu kwasu z twarzy (zmywałam zwykłym mydłem) cała twarz była lekko zaczerwieniona i uwidoczniły się wszelkie niedoskonałości. Na noc nałożyłam kwas hialuronowy z masłem shea (to połączenie zawsze mnie ratowało kiedy miałam zbyt przesuzoną skórę). Rano obudziłam się ze znacznym przesuszeniem i suchymi skórkami w okolicach nosa oraz skroni, z nadal widocznymi niedoskonałościami. Codziennie nawilżałam i starałam się nie odrywać odstających skórek (chyba najcięższy punkt z tego wszystkiego ;D). Po tygodniu od zabiegu na prawdę widzę znaczną różnicę - jednolity koloryt, mniejsze pory, niedoskonałości w większości zniknęły i już 5 dnia nie musiałam używać podkładu (tylko filtr i muśnięcie pudrem). Dziś jestem po kolejnym peelingu, tym razem 25 % na 12 minut. Odczucia podobne jak przy pierwszej turze, jednak już mniej niedoskonałości wyskoczyło na wierzch. Ciekawa jestem dalszych efektów, ale jak na razie jestem nastawiona pozytywnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz